
To nie pornografia, to najlepsze blondies z suszoną żurawiną.
Z wierzchu chrupiące i lekko ciągnące, w środku mega-zakalcowate, wilgotne i zbite.
Ciasto jak pralinka z kwaskowym akcentem w formie żurawiny.
Bardzo proste a efekt piorunujący.
Ten przepis to moja odpowiedź na potrzeby czytelników, ponieważ blondie ze skórką cytrynową cieszy się zadziwiającym powodzeniem (przynajmniej jeżeli chodzi o oglądactwo). Pomysł na dorzucenie żurawiny podsunęła mi czytelniczka, niestety anonimowa, ale jeżeli to ktoś z was, to ma u mnie kawałek ;)
Na wysokie blondie o wymiarach 25 na 25cm, lub nieco bardziej rozłożyste i niższe:
- 100g masła
- 3 tabliczki (300g) białej czekolady
- 3 jajka M
- 1/2 szklanki jasnego brązowego cukru
- 1/2 szklanki drobnego cukru do wypieków (możecie użyć dowolnego cukru, grunt, żeby w sumie była szklanka)
- szklanka mąki
- łyżeczka proszku do pieczenia
- pół łyżeczki ekstraktu waniliowego
- szczypta soli morskiej
- pół szklanki suszonej żurawiny
Piekarnik nagrzewamy do 175- 180 stopni. Blaszkę wykładamy papierem do pieczenia.
Dwie tabliczki czekolady topimy razem z masłem w kąpieli wodnej, jeśli się lekko zważy to nie szkodzi. Odstawiamy na parę minut do przestygnięcia. Kiedy czekolada stygnie mieszamy mąkę z cukrem, proszkiem i solą oraz siekamy na kawałeczki pozostałą tabliczkę czekolady.
Do roztopionej czekolady dodajemy po jednym jajku i roztrzepujemy. Dodajemy ekstrakt waniliowy. Do miski z mąką wrzucamy połowę żurawiny, posiekanej czekolady, wlewamy miksturę czekoladowo-jajeczną i mieszamy to łyżką lub łopatką. Masę przelewamy do przygotowanej formy. Na wierzch ciasta rzucamy drugą połowę posiekanej czekolady oraz pozostałą żurawinę- te elementy mają niestety tendencję do opadania na dno ciasta- zostawcie je na wierzchu.
Pieczemy 35-50 minut, w zależności od wielkości formy- po 30 minutach sprawdzamy drewnianym patyczkiem czy ciasto się ścięło na środku. Upieczone ciasto, zwłaszcza jeśli jest wysokie, będzie na skraju zwęglenia- czekolada na dnie i przy brzegach się skarmelizuje i będzie pyszneee...
Pieczemy 35-50 minut, w zależności od wielkości formy- po 30 minutach sprawdzamy drewnianym patyczkiem czy ciasto się ścięło na środku. Upieczone ciasto, zwłaszcza jeśli jest wysokie, będzie na skraju zwęglenia- czekolada na dnie i przy brzegach się skarmelizuje i będzie pyszneee...
Jemy ostudzone.
Smacznego!
P.s. Pisemka to stos "cipexu" z przełomu lat 80-90, prezent, który dostałam na poprzednie urodziny od znajomych. Spokojnie, co innego czytam do poduszki :D

pomysł na żurawinę prawdopodobnie pochodzi od Gordona Ramzeya już dawno widziałam jego blondies z żurawiną, ale smaczne bardzo! dzięki :)
OdpowiedzUsuńDzięki :)
Usuńbardzo ciekawe ciasto:) smacznie wgląda:D
OdpowiedzUsuńhahaahhah, cipex;D
OdpowiedzUsuńfajnie to wykminiłaś...;)
Hehehe, super sexy blondies! :) Oj zjadłabym! :)
OdpowiedzUsuńPozdrawiam :)
na kawałeczek blondi z żurawiną to mnie długo namawiać nie trzeba, fajne tło dla ciasta, nie ma co :D
OdpowiedzUsuńMniam, kiedyś robiłam coś podobnego;) Pychota!!Pozdrawiam
OdpowiedzUsuńJa właśnie piję pyszną kawkę i takie blondyny byłyby do niej jak znalazł...tylko się oblizać mogę na samą myśl;p
OdpowiedzUsuńMuszę się zadowolić swoimi ciasteczkami. Przepis na moim blogu. Zapraszam:)
http://slodkiesuwalki.blogspot.com/
Piekłam blondies ze świeżą żurawiną - absolutnie obłędne. Twoje wygląda bosko :)
OdpowiedzUsuńA wiesz, że te miały być ze świeżą, ale mi się coś pomerdało, że widziałam jeszcze niedawno żurawinę na kleparzu... Mam chyba zaburzone poczucie czasu przez wysokie spożycie masełka :D
UsuńNie miałam okazji próbować blondies, ale widzę że na Twoje bym sie rzuciła i pochłonęła całą blaszkę :)
OdpowiedzUsuńREWELACJA. Zamiast żurawiny dodałam płatki migdałowe. Polecam ;-).
OdpowiedzUsuńDzięki za przepis.Wypróbuję.
OdpowiedzUsuń